Koniec lipca zbliża się dużymi krokami a wraz z nim koniec mojej pracy w Ciudad Saludable. Jako, że lot mamy dopiero w połowie września zostaje nam 1,5 miesiąca na zrealizowanie naszej podróży po America Latino. Coraz częściej zaczynamy podróżować palcem po mapie, szukając optymalnej drogi. Pomysłów jest dużo, cudownych miejsc do zwiedzenia jeszcze więcej, więc cieżko się na coś zdecydować. Do tego dochodzi fakt, że aby zrobić dobry plan potrzeba sporo czasu, a tego ostatnio mi zdecydowanie brakuje. Jak zawsze zbyt wiele ciekawych rzeczy do zrobienia i za mało godzin w dobie ..
Coś mnie podkusiło i zapisałem się na francuski w Alianza Francesa, do tego biorę udział w konkursie Artemisia / Social Buisness Ventures na rozkręcenie biznesu w America Latino (o dziwo nawet udało mi się przejść już pierwszy etap), robię kurs na Universidad Catolica, do tego praca .. A miała być mañana każdego dnia
Jako, że mañany jest mało, trzeba ją sobie dawkować. Niedawno wybraliśmy się na Raftingu w Lunahuana. Miasto położone 3h na południe od Limy słynie ze świetnego Pisco i rwącej rzeki, idealnej do Canotaje. Dwugodzinny spływ rzeką był niesamowitym przeżyciem, szczególnie gdy siedziało się na przodzie łódki.
Rafting in Lunahuana
Jako że miasto słynie ze świetnego Pisco, a ogromne puchary z koktajlami kosztują niecałe 2$ wieczór upłynął nam na suszeniu barów. W grupie 30 studentów proces suszenia postępował szybko
Piñacolada
Następnego dnia jeszcze wycieczka do lokalnych zakładów rzemieślniczych, gdzie zgłębiliśmy techniki tworzenia Pisco,
Proces tworzenia Pisco
następnie degustacja ohydnego słodkiego wina Borgoña:
Degustacja wina i pisco
i na koniec zwiedzenie przepięknej doliny w okolicy Lunahuana:
Kolejny tydzień i kolejna wyprawa. Tym razem, dzięki uprzejmości mojej firmy miałem okazję wybrać się do Cajamarca (16h na północ od Limy).
Cajamarca
To przepiękne miasteczko położone na wysokości 2.750 m. za czasów Inków było ważnym miastem łączącym największe wówczas metropolie Quito i Cuzco. To w tym mieście hiszpańscy konkwiskadorzy złapali i uwięzili króla Inków w komnacie zwanej El Cuarto de Rescate, a ten za swoje uwolnienie obiecał wypełnić komnatę złotem i 2 razy srebrem. Król swoją obietnicę spełnił, a Hiszpanie w zamian za to w imię Boga powiesili go na publicznym wiecu (łaskwacy powiesili, a nie spalili żywcem, gdyż ten tuż przed śmiercią, zapewne po długich namowach w komnacie tortur, przyjął chrzest)…
Ciekawym miejscem do odwiedzenia są Baños de Inca, położone na przedmieściach Cajamarca. Te naturalne, gorące źródła istniały tu już za czasów Inków i sam król kąpał się w nich przed wyruszeniem na kolejną wojenną batalię. Obecnie skomercjolizowane centrum przyciąga tłumy turystów na kąpiele w leczniczych wodach. Wyglądem ośrodek przypomina nieco ten w Hajduszoboszlo na Węgrzech. Za 5$ dolarów można się oddać w ręcę lokalnej masażystki, która sprawi, że poczujesz każdy, nawet najmniejszy mięsień w twoim ciele, a przez następne 2 dni będziesz chodził rozluźniony.
Po całym dniu zwiedzania projektów realizowanych przez moją firmę, razem z compañeros z pracy udaliśmy się do jednej z lepszych restauracji, aby zasmakować lokalnej kuchni. Jedzenie było pyszne i obfite, zaś jakoś usług .. cóż niestety taka jak w większości knajp peruwiańskich, czyli:
Każdy z siedmiorga osób siedzących przy stole dostał swoje danie w innym czasie, więc gdy jedni już kończyli, inni jeszcze czekali na swój talerz. Niby drobna rzecz, ale nie jedząc nic od rana, siedząc potwornie głodny, czując kuszące zapachy potraw compañeros i widząc ich pałaszujących swe talerze ten drobny szczegół staje się BARDZO znaczący. Przystawki zostały podane po daniu głównym, zaś ja po 30 minutach czekania zostałem poinformowany, że Trucha, którą zamówiłem niestety już się skończyła .. cóż albo się przyzwyczaisz, albo puszczą ci nerwy
Cajamarca nocą umiera. W przeciwieństwie do innych miast noce życie jest tu bardzo ubogie i ciężko znaleźć otwarty bar. Siegnąłem, więc po Loonely Planet szukając pomocy. Na liście znajdowały się dwie knajpy. Wychodząc z hotelu zapytałem właściciela o pierwszą z nich i okazało się, że jest już zamknięta. Nie mając wyboru udałem się do jedynej znalezionej. Wchodząc do małego pomieszczenia Usha Usha, przypominającego piwnicę z małym drewnianymi stolikami zauważyłem, że jestem jedynym klientem. Właściel chwytając okazję, bez zastanowienia podbiegł do mnie i wciagnął w dyskusję, tym samym uniemożliwiając mi wycofanie się. Zaryzykowałem, usiadłem i zamówiłem drinka. W tym czasie właściciel opowiadał mi o historii Cajamarci, muzyce i sztuce z tego regionu, a następnie o polityce w Peru i Ameryce Południowej. Zza jego pleców spoglądał na mnie ogromny portrer Che, a zza baru podobnie uśmiechała się jego żona. Po półgodzinnej rozmowie przyszedł czas na muzykę. Señor Jaime zawołał z zaplecza dwóch swoich synów i razem rozpoczeli śpiewać przepiękne, liryczne pieśni akompaniując sobie gitarą, bębnami i grzechotkami. Po chwili bar wypełnił się po brzegi ludźmi, a Jaime zaczął swoje show będące liryczno/muzyczną opowieścią o Ameryce Południowej. Zanim się obejrzałem była już 3 w nocy, a następnego dnia o 8 rano miałem się stawić w 2gim hotelu, aby rozpocząć program wycieczki zoorganizowanej przez mój uniwersytet…
Chamba w slangu peruwiańskim znaczy praca. Praca znaczy wysiłek. Wysiłek znaczy zmęczenie.
Tą prostą drogą dedukcji większość peruwiańczyków dowodzi, że nie warto się zbytnio wysilać i zbytnio przykładać do pracy, bo raczej nic dobrego z tego nie przyjdzie.. Oczywiście grzeszę w tym momencie generalizowaniem, lecz po wielu rozmowach z innymi gringo pracującymi w różnych branżach, w różnych firmach w Limie tylko utwierdziłem się w tym przekonaniu, gdyż wszyscy mieli te same wrażenie! Co dziwne ludzie spędzają tutaj w pracy bardzo dużo czasu. Standardem jest zaczynanie pracy o 9 rano i kończenie o 20/21, częstym zjawiskiem jest też praca w weekendy, lecz mimo tego ogromu czasu spędzanego w biurze produktywność pracowników jest zaskakująco niska.
Minęły dwa miesiące pracy, skończyłem już większość moich zadań, które miałem do wykonania i teraz aby kontynuować musze poczekać aż inni skończą swoją część pracy. W skrócie oznacza to, że od tygodnia moim głównym zadaniem w pracy jest pośpieszanie innych i przypominanie o ich obowiązkach oraz o tym, że bez ich części nie możemy robić kolejnych postępów w projektach. Oczywiście nikt się tym nie przejmuje i na koniec każdego dnia, nie ruszamy się nawet o krok do przodu.
Tryb myślenia Peruwiańczyków też jest dość zagmatwały. Typowa sytuacja:
wchodzisz do baru, patrzysz na kartę i widzisz Vodka on rocks, czyli nic innego jak wódka z lodem. Prosisz zatem kelnera, żeby ci zrobił Whiskey on rocks. Kelner mówi: “Nie ma”. Zdziwiony pytasz czy nie ma whiskey, to on z uśmiechem na twarzy mówi, że jest. Lekko zirytowany pytasz czemu zatem nie może zrobić drinku, o który prosisz. Kelner bez najmniejszej krzty uszczypliwości, spokojnie informuje cię, że nie ma tego w menu i że jest tylko Vodka on rocks. Będąc człowiekiem uporczywym i dążącym zawsze do celu, nie dajesz za wygraną i pytasz, czy może ci w takim razie podać whiskey z lodem. Wtedy on z uśmiechem na twarzy informuje cię, że oczywiście że tak..