gringoinperu

Archiwum kategorii ‘Początek’

Huacachina

In Początek on Marzec 31, 2009 at 3:22 pm

Po 4 godzinnej pozdróży Panamericaną na południe od Limy lądujemy w oazie o nazwie Huacachina. Położona wśród pustynnych wzgórz miejscowość wydaje się lekko nierealna..

Huacachina

Po szybkim odświeżeniu w hotelowym basenie i 5 minutowym spacerze, w czasie którego jesteś w stanie obejść całą wioskę czujesz się jak nowo narodzony.

Hotelowy basen

Chwila relaksu, gdyż za chwilę wypad na pustynię i zastrzyk adrenaliny!
Przejażdżkę ogromnymi gokartami po wydmach pustyni można porównać do rollercoastera w wesołym miasteczku. Osiągając 100 km/h i skacząc po pustynnych wzgórzach ledwo możesz otworzyć oczy, a twoją fryzura automatycznie upodabnia się do uczesania Krzysztofa Krawczyka.

Po dotarciu do większych wydm pauza na Sandboarding. Drewniana deska z rzepami do przypięcia butów przypomina prototyp snowboardu. Jazda jest dużo trudniejsza niż na snowboardzie, praktycznie zero sterowności, a jedyną metodą zatrzymania jest wywrotka. Kierowcy z uśmiechem zachęcają do jazdy, jednocześnie jakby mimochodem informując, że tydzień temu jeden z Gringo złamał sobie tutaj kark ..

Sandboarding

Po 2 h godzinach szusowania i rollercoastera nie pozostaje nic innego jak tylko wydłubać szklankę piasku z zębów i oczu i wracać do Oazy na zasłużoną kolację.

Oaza

Orzeźwiające piwko w basenie i soczyste mięso z grilla to dopiero początek wieczoru. Zabawa rozkręca się wraz z dystrybucją strzykawek, którymi każdy aplikował coraz to bardziej egzotyczne mieszanki pisco, owoców, rumu i whiskey. Z głośników zaczyna się sączyć Cumbia, Salsa i nawet najbardziej skostniały Gringo rusza w tan ..

Poncz

Niedziela rano to czas na regenerację w przepięknej knajpie położonej tuż przy Lagunie. Śniadanie składające się z sałatki owocowej, kanapek z avocado i świeżo wyciskanego soku z marakuji stawia na nogi.

sniadanko

Jeszcze chwila łapania hebanu i powrót do Limy, aby zdążyć na wieczorny mecz Peru – Chile (mimo, że ostatnia wojna pomiędzy tymi państwami skończyła się 140 lat temu to relacje między nimi są jeszcze gorsze niż pomiędzy Polską a Rosją).

W ten weekend powrócili nasi znajomi z Francji, którzy ostatni miesiąc spędzili w dżungli dobijając interesy z lokalnymi indianami, więc najbliższy tydzień minie na ciekawych opowieściach.

Chevere

In Początek on Marzec 30, 2009 at 4:21 am

mamy nowego mieszkańca domu, wygląda tak:

Perro de APU

Perro de APU

właśnie wróciliśmy z pustyni – jutro będzie post o wycieczce, było chevere !

Huaca

In Początek on Marzec 22, 2009 at 8:57 pm

w ciągu tygodnia, po pracy, w ramach czasu wolnego mieliśmy ubaw po pachy. ja walczyłem z wirusem grypy, a Iza walczyła ze swoim żołądkiem.

na szczęście gdy nadszedł weekend to wszystko w miarę się uspokoiło i mogliśmy się oddać innym, mniej pochłaniającym zajęciom.

W czwartek byliśmy na kursie salsy – razem z 4ką gringo uczyło się z nami sporo lokalsów, przez co czuliśmy się co najmniej gorsi. O ile nam nauczenie się każdego kroku i ruchu zajmowało 5 min, lokalsi łapali wszystko od razu i zawsze byli o krok do przodu (możliwe też że my wypadaliśmy z rytmu i dlatego byliśmy o krok do tyłu :P ).

W piątek zwiedzaliśmy Huacę w dzielnicy San Insidro. Niesamowite miejsce. Spacerujesz w jednej najbardziej rozwiniętych dzielnic Limy, wokół same wieżowce i ekskluzywne budynki i nagle w jednej z bocznych uliczek wpadasz na starożytną piramidę z 200 p.n.e.

Huaca

Takich budowli w samej Limie jest około 20 i nikt z lokalsów nie uważa, że są na tyle interesujące, aby o nich nam powiedzieć. Jednego dnia jedna z naszych z znajomych z Niemiec wracając do domu po pracy, natknęła się na jedną z Huac i w ten sposób je odkryliśmy.

Krzysztof na Huace

Większość lokalsów uważa, że lepiej byłoby je zburzyć i wybudować nowy supermarket, gdzie mogliby sobie chodzić na lody (kiedyś opiszę, jak duża rolę w życiu peruwiańczyków ogrywają centra handlowe).

W piątek wieczorem poszliśmy na imprezę urodzinową jednej z lokalnych chicas. Impreza wg. planu miała się zacząć o 21:00, lecz znając lokalne poczucie czasu zaplanowaliśmy dotarcie na miejsce o 22:30. Cóż widać nie wyczuwamy sytuacji za dobrze, gdyż przed 23, gdy dotarliśmy na miejsce nikogo jeszcze nie było, a dziewczyna, która organizowała imprezę, dopiero zaczynała się ubierać i zeszła na dół żeby nas przywitać po 30 min..

Sobota to wypad do klubu jazzowego na recital Franka Sinatry.

Jazz Zone

a następnie impreza, gdzie poznaliśmy (uwaga!) pierwszą …

Polkę w Limie :)

Fin de semana

In Początek on Marzec 17, 2009 at 4:42 am

czwartek w ciagu dnia minal na zwiedzaniu projektu, ktory opisalem w poprzednim poscie, zas wieczorem wybralismy sie do restauracji Brisas del Titicaca, gdzie moglismy podziwiac ludowe tance z Peru:

Baile de Peru

przez caly czas przygrywala wesola orkiestra,

orkiestra

wnetrze restauracji wygladalo jak wiejska remiza udekorowana do wesela, ludzie jedli drobne przekaski i zamawiali kolejne drinki, a na scenie trwalo przepiekne show:

tance

Tak wygladal jeden z tancow: Film

W piątek za dnia miałem okazję poznać kolejny projekt mojej firmy oraz odwiedzić Ministerstwo Ochrony Środowiska. Projekt dotyczy oczyszczenia i wypromowania historycznego centrum miasta, które obecnie zamieszkiwane przez biedniejszą część społeczeństwa ginie w stertach śmieci, harmidru i drobnej przestępczości.

Wieczorem podziwiliśmy peruwiańską kinematografię: La teta asustada – film wyreżyserowany przez córkę najpopularniejszego peruwiańskiego pisarza Mario Vargas LLosy rzeczywiście zasłużył na Złotego Niedźwiedzia na festiwalu Berlinale. W Europie wychodząc z kina po 22giej dzień byłby już skończony, tutaj dopiero się zaczynał.. spacer wzdłuż oświetlonych parków wzdłuż nabrzeża, z przepięknym widokiem na morze, tomar un trago (kielich w barze) a na koniec balety w klubie i dość wcześnie (bo po 3:00) powrót do domu, gdyż następnego dnia wyjazd na plażę !

playa

120 km na południe od Limy słonce paliło, woda chłodziła, a wiatr orzeźwiał.

plaza

mimo wcierania w siebie kremów z filtrem 30 każdy gringo się przypiekł, zaś lokalsi używający jedynie kremu przyśpieszającego opalanie zaledwie lekko się zarumienili.

Basen

Więcej zdjęć:
http://picasaweb.google.com/igodzic/Asia
http://picasaweb.google.com/kbielski/Asia

Mi trabajo

In Początek on Marzec 13, 2009 at 6:56 pm

Ciudad Saludable

Trochę się już zadomowiłem w mojej pracy i poznałem dogłębniej czym zajmuje się moja firma.

Cerro El Pino

Wczoraj miałem okazje wraz z Viceprezydent organizacji Ashoka odwiedzieć jeden z realizowanych przez Ciudad Saludable projektów. Pojechaliśmy do jednej z najbiedniejszych części Limy – La Victorii, gdzie w jednej z dzielnic od 2 lat funkcjonuje program oczyszczania miasta. Dzielnica nazywająca się Cierro el Pino zamieszkała przez 21.000 mieszkanców jest odciętym od miasta nielegalnym siedliskiem.

Widok Cerro El Pino

Od przeszło 40 lat mieszka tu najbiedniejsza część ludności, która nigdy nie płaciła podatków, a swoje domy budowała chałupniczą metodą, wykorzystując wszystkie możliwe (nietypowe) materiały. Wszystkie domy trzymają się na słowo honoru. Wystarczy, aby spadł większy deszcz, gleba namiękła trochę i wszystkie hacjendy zaczną się walić jak domino (ale jako że w Limie deszcz nie pada, to jakoś się to wszystko trzyma sic!). Dzielnica ta jeszcze 2 lata temu była jednym wielkim wysypiskiem śmieci. Każdego dnia ludzie generują tu 12 ton odpadów – do niedawna wszystkie trafiały na ulicę. Doprowadziło to do sytuacji, że na ulicach zalegały góry śmieci, a ludzie żeby przejść i nie wdepnąć w rozkładające się resztki musieli grać w klasy. Potworny smród i liczne choroby sprawiały, że życie tam było udręką – wspomnienie tej udręki możecie zobaczyć w oczach tego psa:

Pies

Ciudad Saludable dal iskre lokalnej spolecznosci i dzieki niej rozpoczeto proces zmian. Zoorganizowano lokalny komitet, ktory nadzoruje projekt oczyszczania miasta, zatrudniono osoby odpowiedzialne za zbieranie, selekcjonowanie i segregowanie smieci, zaangazowano wolontariuszy, ktorzy chodza od domu do domu i kazdej rodzinie tlumacza o potrzebie wykonania zmian, o istotnosci tego projektu itd. Docelowo kazda rodzina ma placic miesiecznie S./4 (5 zl) za usluge odbioru smieci, posegregowane odpady beda sprzedawane firmom, ktore beda mogly je ponownie wykorzystac, a dzieki tym pieniadzom projekt bedzie mogl funkcjonowac samemu, bez zewnetrznych funduszy. Wladze oddano ludziom mieszkajacym na tym terenie, dzieki czemu uniknieto efektu nieufnosci wobec obcych, a dodatkowo zmniejszono procent bezrobotnych. Rezultaty tego projektu są naprawdę zachwycające, zważywszy, że na jego realizację wykorzystano znikome nakłady finansowe.

dziadek

Tutaj możecie zobaczyć więcej zdjęć
http://picasaweb.google.pl/kbielski/CerroElPino

Isabella está aquí!

In Początek on Marzec 8, 2009 at 1:55 am

Isabellita przybyła do Limy !!! ktoś powie – nic wielkiego, a jednak od razu słońce wyszło zza chmur, ludzie jakby szczęśliwsi na ulicach, a szczególnie taki jeden, co go zwą Cristobal.

iza

od razu rzuciliśmy się w wir zwiedzania. Iza leczy jet-locka i stara się namówić żołądek do współpracy, a ja staram się w możliwie najszybszy sposób wytłumaczyć jak nie dać się zabić, okraść i zgubić w tym szalonym mieście.

wczoraj był wypad na koncert największej gwiazdy cumbii – Bareto!
koncert był świetny – klub pełen ludzi, wszyscy tańczyli i śpiewali, a zepół dawał czadu!

pamiętacie piosenkę Ojala que te mueras, o której pisałem ostatnio? Największym hitem Bareto jest Ya se ha muerto mi abuelo – kolejna optymistyczna piosenka o jakże optymistycznym tytule Właśnie mi umarł dziadek.

party team

Isabellita przywiozła kompakciaka, więc kolejne wpisy będą bardziej zwizualizowane:

http://picasaweb.google.com/kbielski/Lima05032009

el lunes

In Początek on Marzec 4, 2009 at 2:26 am

poniedziałek to zawsze ciężki dzień – trudno się zaadoptować do pracy po 4 dniowym weekendzie ;-)

niby karnawał się skończył, ale tu – w tym jakże bardzo religijnym kraju – post się jeszcze nie zaczął. z tego co zasłyszałem od lokalsów, w ogóle się nie zacznie. ludzie imprezują i korzystają tutaj z życia niezależnie od pory dnia i nocy. W czasie wielkiego tygodnia rano wszyscy sznurem wędrują do kościoła, a wieczorem ta sama ekipa, młodzi jak i starzy wylegają na ulice do lokalnych barów i do rana bawią się, nie szczędząc alkoholu.

Starsi Panowie śpiewając o tym jak wesołe jest życie staruszka, chyba nie byli do końca świadomi jak na prawdę wesołe ono może być. Przekonałem się o tym spacerując w sobotnie popołudnie po jednym z nielicznych w Limie parków (susza, susza, sic!), gdzie w basenie od fontanny władze miasta zorganizowały potańcówkę. Średnia wieku osób tańczących w najlepsze, w ten upalny dzień nie schodziła poniżej 65-70 lat. Widok przepiękny (niestety wszyscy mi radzą nie nosić ze sobą lustrzanki, więc dopóki nie zdobędę jakiegoś kompaktu musicie się zdać na średnio liryczne opisy podmiotu lirycznego w mojej osobie).

Te Burbuja

Spacerując dalej w stronę morza, sącząc powoli Te Burbuja (patrz: zdjęcie powyżej; mieszanka zielonej herbaty z sokiem z owoców i żelkami typu Harribo na dnie) napotkałem widok zapierający dech. Alejka usłana palmami prowadziła w dół do plaży, a tam trwał właśnie przepiękny zachód słońca. To niesamowite, że w odległości 15 minutowego spaceru (kolejny przypis: tutaj odległość liczy się w godzinach, a nie metrach czy km) od centrum Miraflores można się znaleźć w zupełnie innym świecie.

Dzisiaj dzień sukcesów: zyskałem w oczach szefa, bo wykonałem w 2 dni projekt, który został wyceniony przez zewnętrzną firmę na 3000 lucasów (u nas krejzoli) ($) i tydzień pracy. Nagle cała firma zaczęła mnie klepać po plecach, a szef zaoferował podwózkę do domu ;-) dodatkowo dowiedziałem się, że w ramach pracy w maju pojadę na konferencję do ..

San Paulo w Brazylii !!!

podobno już wszyscy w SP cieszą się na mój przyjazd:

Szał Pał

:P

karnawał

In Początek on Luty 27, 2009 at 7:51 pm

Ostatni weekend był ostatnim weekendem karnawału, co oznacza że od czwartku trwała nieustanna impreza :)

Ilość energii, która posiada przeciętny Peruwiańczyk przewyższa co najmniej 3 krotnie energię przeciętnego Polaka. Zupełnie normalnym jest iść na imprezę w ciągu tygodnia (po skończeniu pracy około 21), szybka kolacja i siup do klubu. Kończymy nad ranem, a następnego dnia od 9 już przy biurku. Kolejny dzień to samo, no a potem już weekend, a weekend przecież trzeba uczcić.

W sobotę byliśmy na imprezie która zaczeła się o 14 w jednym z klubów w Barranco (wyglądem przypominającym trochę namioty z Oktoberfest). Na zewnątrz spokojny, leniwy dzień, w środku gruby balet w rytmach salsy i cumbi.

Karnawal

Na imprezie był wodzirej i grała boska kapela, grająca i wyglądająca mniej więcej tak:

(a propos to na prawdę zdumiewające w jak optymistyczny sposób można śpiewać: Ojala que te mueras – Obyś umarła :) )))

Po 19 przenieśliśmy się na plaże w Chorillos, gdzie była otwarta impreza, kolejne koncerty i świetna zabawa. Zgodnie z tradycją tutejszego karnawału wszyscy malowali się farbą:

Karnawal Churillo

Po plaży byliśmy jeszcze na ulicznym festiwalu w Barranco, skoczyliśmy około 5 nad ranem. To był dłuuugi dzień.

W niedzielę był chillout w Country Club, prywatnym klubie położonym jakieś 30 km od Limy, gdzie można sobie popływać łódką po jeziorze, uciąć drzemkę na hamaku przy basenie, pograć w tenisa i wypocić się w saunie. Doskonałe do regeneracji.
El bosque

mañana

In Początek on Luty 21, 2009 at 12:06 am

co masz zrobić dzisiaj, zrób jutro. Złota zasada. albo się przyzwyczaisz szybko do mentalności latynosów, albo puszczą ci nerwy :-)

umawiasz się z kimś na wyjście wieczorem i przychodzą 4 z 12 osób, które miały być na 100% i 2h/3h po czasie – normalka.

wczoraj wchodzę do sklepu w centrum miasta, coś tam oglądam i chce spytać o cenę, więc wołam sprzedawcę .. nic.
wołam jeszcze raz .. nic.
podchodzę do lady,
a za nią skitrany w kucki sprzedawca śpi w najlepsze.
to się nazywa mañana..

żar

In Początek on Luty 18, 2009 at 2:21 am

Budzisz się codziennie przed 6/7 rano i już nie możesz zasnąć. Początkowo myślisz że to dobrze, więcej dnia, więcej życia – same plusy!, lecz już po tygodniu czujesz, że ta mała ilość snu daje się we znaki i zaczynasz każdą wolną chwilę wykorzystywać, żeby usiąść i odpocząć.

Moja firma dba o ochronę środowiska, zatem zrezygnowała z klimatyzacji w biurze – zawoła ktoś szczytny cel, pochwalić! ale jeśli siedzisz w biurze już i-tą godzinę, a z nieba leje się żar i powoli twoje wszystkie myśli zmieniają się w jedną wielką chęć wzięcia zimnego prysznicu, to powoli masz dość :-)

Całe szczęście w ciągu dnia jest godzinna przerwa, która umożliwia mi odświeżenie się i zwiedzanie lokalnych knajpek w okolicy pracy. Każda z nich serwuje pyszności! Czuję, że jeszcze ze 2 miesiące każdego dnia będę zamawiał co innego i nie wyczerpię tradycjonalnych peruwiańskich potraw. Dzisiaj zasmakowałem peruwiańskiego popcornu Cancha Chulpi, który podawany jest jako poczekanka:
chulpi

następnie Choros a la chalaca:

Choros a la chalaca

a na koniec Lomo Saltado:

Lomo saltado

było pyyyyszne !

Poznaję coraz więcej lokalsów, a proces integracji postępuje. Jutro poker w mojej twierdzy, czwartek tenis, a piątek imprezowo + mecz piłki nożnej; á propos piłki nożnej to peruwiańczycy znają 3 polaków: juan pablo II, lech walesa i grzegorz lato ;-)

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.