Dzisiaj i jutro trwa strajk narodowy. Prostestują związki zawodowe o wyższe płace, prostestują mieszkańcy Amazoni o nie wykorzystywanie ich złóż naturalnych i ich pracy za marne grosze, prostestują nauczyciele, … itd.

Paro Nacional
Jednak najbardziej mnie zadziwia strajk trasportu miejskiego (tzn. tych małych busików zwanych combi, w który się przewozi po 30 osób poukładanych na sobie). Otóż ich powodem strajku jest zwiększe opłat za mandaty oraz zwiększenie kontroli samochodów przez policję. Standardem w Limie jest że większość przewoźników nie spełnia norm – jeżdżą z otwartymi drzwiami, nie mają świateł, prędkościomierze nie działają, ilość przewożonych osób przekracza dwu krotnie oficjalną pojemność samochód itd. W tych okolicznościach normalym jest, że praktycznie każde zatrzymanie na kontrolę kończy się mandatem, a żeby być bardziej szczegółowym, nawet nie mandatem, a jedynie groźbą nałożenia mandatu przez policjanta, gdyż znaczna większość tego typu sytuacji kończy się wręczeniem łapówki.
Podsumowując kierowcy combi dobrze wiedzą, że nie spełniają podstawowych norm, które mają duży wpływ na bezpieczeństwo jazdy, co więcej wiedzą, że nie będą ich dalej spełniać, więc wychodzą na ulice protestować przeciwko podwyższeniu opłat za mandaty, których i tak nie płacą, bo dają łapówki. Czysty absurd
