Klimat się zmienia i robi się coraz chłodniej. Już nie da rady w samych Havaianas i shortach na miasto wyskoczyć. Temperatury wcale nie są niskie, ale ponieważ w Limie panuje prawie 100% wilgotności wszystko co nosisz w mgnieniu oka robi się wilgotne, a przez to odczuwalna tempetratura jest dużo niższa.
Klimat w Peru to rzecz zaskakująca. Kiedy w Limie jest już chłodno, niebo pochmurne i większość chodzi w kurtkach i szalikach, wystarczy że przjedziesz tylko 2h od miasta, aby znaleźć się w innej strefie klimatycznej.
W ten weekend pojechaliśmy do miasta w Sierra (regionie górskim) położonego na wschód od Limy. Canta znajdująca się na wysokości 2.800 m.n.p.m. ugościła nas błękitnym niebem i ciepłymi promieniami słońca.
Po drodze napotkaliśmy przepiękne górskie pejzaże, małe, wymarłe wioski, ludzi pracujących na roli oraz żywe blokady dróg, które co każde 20 km skutecznie zmuszały nas do postoju.
W poprzedni weekend udaliśmy się na event organizowany przez organizację Peru Ninos, która raz w miesiącu organizuje śniadanie dla biednych dzieci z Limy. Zaledwie 20 min od naszego domu istnieje zupełnie inny świat. Ludzie mieszkają bez bieżącej wody, bez elektryczności, w chałupach z dykty w potwornej nędzy.
Wszystko zaczęło się o 7 rano, gdy w grupie 30 kilku osób zebraliśmy się w siedzibie Peru Ninos, aby zacząć przygotowywanie śniadania.
Po zrobieniu tysiąca kanapek i ugotowaniu 100 litrów owsianki mogliśmy ruszyć na pace magicznego beczkowozu do dzielnicy Pamplona, aby zacząć napełniać puste żołądki dzieciaków. Realia które tam zastaliśmy były potworne. Odór rozkładających się na ulicy śmieci, gryzący w gardło pył w powietrzu, wygłodniałe i zmasakrowane chordy bezpańskich psów oraz smog ograniczający widoczność do 100 m sprawiały, że czuliśmy się jak na końcu świata.
Radość dzieci z kawałka bułki i czegoś ciepłego do wypicia była niesamowita.

Niño de Pamplona
a teraz żeby ten wpis nie wyszedł taki patetyczny, zamieszczam też filmik z nauki języka polskiego przez znajomych z Belgi, Salvadoru i Kolumbii: